1 grudnia br. w poznańskim centrum monitoringu miejskiego nastąpiła redukcja etatów wśród pracowników cywilnych. W miejsce 23 osób powołano strażników miejskich. Wszystko to, jak przekonuje rzecznik Straży Miejskiej w ramach oszczędności. Nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że zwolnieni pracownicy zostali rok temu zatrudnieni na miejsce operatora kamer miejskich.

Pieniądze wydane na naukę obsługi kamer zostały kolokwialnie mówiąc wyrzucone w błoto. Z podobnym marnotrawieniem pieniędzy mamy do czynienia obecnie zabierając z ulic ,,strażników miejskich”, których trzeba oczywiście przeszkolić w wyłapywaniu szklanym okiem niepokornych obywateli. I gdzie tu logika? Gdzie oszczędności?

Panowie „prawie policjanci” obdarzeni namiastką władzy zamiast przesiadywać w swoich samochodach i stamtąd wyłapywać pijących w miejscach publicznych lub zakładać blokady na  źle zaparkowane samochody, teraz będą mogli rozkoszować się swoim lenistwem wykonując te same obowiązki za pomocą dżojstika i monitora, siedząc w wygodnych fotelach. Potwierdzeniem tego mogą być statystyki, według których wyżej wymienione wykroczenia są najczęściej wyłapywanymi przez kamery zdarzeniami łamiącymi prawo.

Czy ciągle wydawane olbrzymie sumy  pieniędzy na nowe kamery mają służyć głownie w zwalczaniu pospolitych pijaczków spod osiedlowego sklepu czy kierowców parkujących swe samochody na kopertach? Nieumiejętność perspektywicznego myślenia, brak przedsiębiorczości urzędników jest na prawdę niepokojąca oraz zastanawiająca.

Reklamy

Możliwość komentowania jest wyłączona.